Szukając siebie. Na oślep, po omacku, desperacko.
Kategorie: Wszystkie | fikcje | krzywe lustra | okruchy | zwierciadła
RSS
piątek, 14 maja 2010

 

Pierwszy znak jakby z wnętrza wydobył się chmur
Bez tchu, bez sił, bez wiary - znak
Jakby ktoś mocno chciał mi przypomnieć
Że jest za kłębem brudnej pary porządek gwiazd

(Coma, Listopad)

We śnie nie pamiętam. We śnie jest jak było. Mam przyjaciół, jego i jest tak… normalnie. Może w alternatywnej rzeczywistości wszystko mogłoby być inaczej. Może byłoby prościej, łatwiej, lepiej. Może tam maj byłby majem. W tej jest tylko listopadowa szarość za oknem i taka sama szarość we mnie.

I jeszcze nie ocalają mnie
nocne płacze i modlitwy i
tyle razy próbowałem szeptów, celebracji, miłosnych zaklęć, kłamstw


W tej jest wcale nie wesołe wesele. Wypisywanie nieszczerych słów o miłości, szczęściu i wieczności na ślubnej kartce. Gorzki grymas ust. Nie ufam już słowom. Bawmy się całą noc. Szelest materiału. Fiolet. Szminka. Czarne kreski na oczach i wysokie szpilki. Muzyka płynąca z głośników. Srebrne bransoletki dźwięczą w jej takt. Lubię kiedy sukienka wiruje wokół mnie. Słowasłowasłowa, głuchy pomruk na granicy świadomości. Butelka wina za butelką. Bawmy się, chyba jest dobrze, chyba, słowa stały się tylko pustym dźwiękiem i nic już nie znaczą. Jak ty pięknie tańczysz mówi ktoś, ktoś się uśmiecha. A ciepło twoich dłoni tylko w mojej głowie. Zatańczymy? Tak jakby jutra miało nie być. Oczywiście, uśmiecham się jak zaprogramowany robot, promiennym uśmiechem nr 5. I jeszcze wina, wznieśmy toast za młodą parę, szczęścia, szczęścia, szczęścia. Zaraz wracam wyszeptane w obcą szyję. O czymś miałam pamiętać, coś było ważne. Dziś już nic nie ma znaczenia. I tylko puste krzesło obok mnie krzyczy wielkimi literami. Odwracam wzrok.

Czuję, że znów będę się bać  
A każdy dzień wymyka się
Druga zero trzy nie ma dokąd iść
Jak mogłeś odejść stąd
w taką nieludzką noc
Moja głowa chce, moja głowa znać
Moja głowa, moja głowa, moja głowa, moja głowa
Jakiś powód


Nie pamiętam, kiedy byłam wcześniej szczęśliwa, wcześniej zanim wsiadłam do tego przeklętego pociągu, zanim wszystko się zaczęło, zanim wszystko się skończyło. Owszem, radosna, zadowolona, uśmiechnięta – ale tak naprawdę szczęśliwa? Wszystkie myśli jak bumerang wracają do niego. Czułam się bezpiecznie, jak w domu. Tylko przy nim. Mogłam być sobą, bez masek, bez gry i pozorów. Lubiłam siebie taką. Wszystko kłamstwo.
Wymazać, zapomnieć, skasować.

Nie pamiętam, jak ja żyłam wcześniej, wcześniej zanim wsiadłam do tego przeklętego pociągu, zanim wszystko się zaczęło, zanim wszystko się skończyło. Przecież jakoś żyłam. Nie było tak źle. Dni mijały takie same, ale jakoś potrafiłam zorganizować sobie czas. A później przyzwyczaiłam się, uzależniłam od codziennych rozmów, spotkań, esmesów budzących mnie w środku nocy lub do oczekiwania na nie. Wszystko kłamstwo.
Wymazać, zapomnieć, skasować.

Na całe szczęście wiem jak rade dać bez wiary
Znalazłem wielu, którzy drogę pokazali
Przez całe życie na najwyższej pędzą fali
Pochmurne niebo im na głowy się nie zwali


Ile razy można powracać do życia? Ile razy można zaczynać od nowa? Ile razy można powtarzać te same, niekończące się błędy? Bo kiedy umierasz w sobie, kiedy serce przestaje bić i rozpada się na milion pozbawionych czucia kawałków, nie dzieje się nic. Zwyczajnie nie dzieje się nic. Dzień rozpięty między tostem na śniadanie i wieczorną herbatą przed snem nie przestanie trwać. Robię pranie, piszę pracę, czytam książki. Czasami się nawet uśmiecham.

Ale kiedyś byłam jakaś. Jaka? Już nie pamiętam.

piątek, 07 maja 2010

 

Wciąż wydaje mi się, że to tylko zły sen. Że to jeden z moich koszmarów. Że zaraz się obudzę. Albo że to tylko jakiś idiotycznie głupi dowcip. Że zaraz usłyszę „haha, dałaś się nabrać”.
Ale nie usłyszę. I nie obudzę się. To nie sen.
Nie pisałam dawno, bo czekałam na lepsze dni. Dość miałam już wątpliwości, czekania, smutków i żalu. Chciałam używać pogodnych słów. Miało być lepiej, przyszedł przecież maj, musiało być lepiej. To było takie oczywiste.
Widocznie jednak reżyser tego chorego przedstawienia widzi mnie tylko w rolach desperackich, z perwersyjną lubością obsadzając w żałosnych tragifarsach. Bo ciężko nawet nazwać to dramatem, nadawałoby się raczej na scenariusz jednego z niedorzecznie głupich, nierealnych odcinków telewizyjnego tasiemca. Tak, już znam tę rolę na pamięć. Całe życie ją gram.

I jak nigdy nikogo nie nienawidziłam, tak teraz nienawidzę. Czy właściwie… brzydzę się tą osobą. Jak można być tak podłym, tak niskim, tak obrzydliwym…? Ludzie mnie wciąż zaskakują. Szkoda, że zawsze na minus.


Gdyby to nie byłoby tak przykre, byłoby po prostu śmieszne. Bo koło się zatoczyło. Wciąż to samo. I nie, nie płaczę. Nie rozpaczam. Jest mi po prostu tak… pusto. Na początku nie mogłam uwierzyć, było zbyt absurdalne, niedorzeczne. Potem przyszła złość, że tak się przyjaciołom nie robi, że tak przecież nie można. A teraz już nic nie czuję, kompletnie nic. Zanikam, zapadam się, nie ma mnie.

I nie wierzę już w nic. Miłość? Przyjaźń? Puste słowa. Nie wierzę już w siebie, w ludzi, w świat. Zbyt wiele ran, o jedną widocznie już za wiele. Zawodzą zawsze ci, na których najbardziej liczę. Ranią ci, na których najbardziej zależy. Boję się cokolwiek czuć, komukolwiek zaufać. Nie widzę już celu, sensu, jakiejkolwiek nadziei. I nie rozumiem.
Kiedyś wierzyłam w ludzi. Już nie wierzę. Wczoraj wydaje się takie dalekie.


Cynicy to zawiedzeni idealiści? Będę zatem dobrym cynikiem.  

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

 

Gdybyś był, a nie bywał
Raz na jakiś czas
Byłabym wreszcie czyjaś
Nie bezpańska aż tak

(Hey, Byłabym)

Nie wiem już, czym jest szczęście. To tylko pusty dźwięk, obco brzmiąca definicja ze słownika. To co masz ty, ona, on - a czego ja jakoś uparcie mieć nie mogę. To tylko iluzja mówię sobie, to tylko się wydaje. I żyję od spotkania z tobą do spotkania, od uśmiechu do uśmiechu, naiwna, żałosna idiotka na telefon, na każde zawołanie. Z wymalowanym uśmiechem na ustach i skrywaną przed samą sobą rozpaczą w oczach ciągle liczę, ciągle wierzę, choć ta wiara doprowadzi mnie w końcu do grobu. Tudzież psychiatry.

Gdybyś miał, a nie miewał
Czas i chęć i gest
Byłabym na wyłączność
A nie - ogólnie dostępna


I mijają kolejne dni, smutne, radosne, spokojne i pełne cichych dramatów. Mijają noce, gdy zasypiam z nadzieją i te bezsenne, zimne i bezduszne. Może mogłabym uwierzyć w szeptane wtedy zaklęcia, gdyby nie poduszka mokra od łez. Może mogłabym uwierzyć, że to tylko zły sen, gdyby nie spuchnięte rankiem usta.

Za dużo osób w tobie mieszka, zbyt wiele w tobie obcych miejsc. Korytarz pełen zamkniętych drzwi i głucha cisza telefonu. Błądzę w tobie, gubię się i gubię. Chwilami tak mi jesteś bliski, nie wybrzmiało jeszcze echo ciepłych słów, nie zgasło wspomnienie dłoni czule splatającej się z moją - byś za chwilę zniknął za tym swoim chłodem. Budujesz mur, którego ja nie potrafię zburzyć, kreślisz dystans pełen oschłych liter. Zimno mi.

Gdybyś był trochę bardziej mój.

niedziela, 04 kwietnia 2010

 

Twoje włosy będą pachniały znów
Świeżo skoszoną wiosną

(Koniec Świata, W Gardle od Amoll)

Mrużę oczy i uśmiecham się do słońca. Promienie delikatnie pieszczą skórę, wiatr łagodnie głaszcze rozchwiane myśli. Zmarznięta po zimie przyroda rozkwita feerią barw, a ja odradzam się wraz z nią i zdejmuję powoli płaszcz smutków. Oddycham wiosną. Oddycham nadzieją.

Dziś w rozmowie z tobą chcę używać tylko pastelowych słów.

sobota, 20 marca 2010

 

Grawitacja
Obejmuje nas
Nie chcę spadać
Nie chcę widzieć jak

(J. Steczkowska, G. Ciechowski)

Wielogodzinne rozmowy i przedsenne esemesy wysyłane do szóstej nad ranem. 
Twój leniwy uśmiech i zmrużone oczy pełne obietnic. 
Dyskretne zetknięcia dłoni i nasz wspólny śmiech.


Ale gdy zacznę wierzyć, natknę się na mur nie do zburzenia.

--------------
Tak, żyję. :) Zabrałam się jednak (kiedyś wreszcie trzeba) za pisanie pracy, przez co ostatnio zaniedbałam trochę blogowanie i czytanie zapisków innych, ale na pewno wszystko nadrobię. :)


czwartek, 04 marca 2010

 

Kotów kat ma oczy zielone
Ja pazurami trzymam się za życia brzeg
Moje dni mam już policzone

(Pidżama Porno)

Jak w kalejdoskopie - huśtawka uczuć; słońce, deszcz. Niech przestanie wreszcie padać. Uśmiech przeplatany ze łzami, ciągłe obietnice szczęścia bez pokrycia. Mogę się tylko biernie przyglądać, jak byle podmuch wiatru niszczy mój mozolnie budowany domek z kart. Jak niszczę się ja. Sinusoida emocjonalna, kołowrotek uczuć. Życie mi wiruje, karuzela myśli kręci się bez opamiętania, a ja, uwięziona w rozpędzonej kolejce górskiej, jadę donikąd z zawrotną prędkością. Raz w górę, raz w dół. Wysiąść nie ma już jak.

Chcesz więcej
Chcesz więcej niż ja mogę tobie dać
Pieprzone więcej!
Powiem więcej:
WIĘCEJ NIE MAM


Zmęczona ciągłym zmęczeniem. Zbyt wiele pragnę, chcę tego, czego nie możesz mi dać. Nikt nie może. Wierzę, by za chwilę pogrążyć się w zwątpieniu. Czuję, by potem modlić się o ukojenie pustki. Kocham, bo nie mogę znienawidzić. Gubię się w sobie, tak bardzo błądzę w pułapkach własnego umysłu, który wiecznie zwodzi mnie na manowce. A w głowie mam już tylko chaos.

Chciałabyś to wiedzieć
Ja wiem
Wyrzucić już to z siebie
Ja też
Ciężkie słowa ciężko mówić...
Nauczyć się żałować?
Za późno chyba jest


Rozpieprzona mentalnie próbuję zagarnąć rzeczywistość dla siebie, naginam wymiary, zakrzywiam czasoprzestrzeń. Ale słów odpowiednich wciąż nie mogę namalować. To nie ta barwa, nie ten ton. Nigdy nie powiem ci tego, co powiedzieć powinnam. Ty nigdy nie powiesz mi tego, co ja chcę usłyszeć. Wyryj więc we mnie siebie i bądź lub pozwól mi odejść. Dość zabawy w rollercoaster.



I niech wreszcie przyjdzie wiosna. Na wiosnę zawsze jest lepiej.

sobota, 20 lutego 2010

 

Dziwnymi rejonami podążają ostatnio moje sny. Przyśniło mi się lato, ciepły słoneczny dzień pachnący wolnością oraz… Pan Ka układający dachówki i nucący pod nosem francuskie piosenki.

Teraz podjadam czekoladki od Thomasa i staram się nie zerkać co minutę na wyświetlacz telefonu. Nie pisać. Nie dzwonić. Nie myśleć. Odrzucić to wszystko, co mnie dusi, i zacząć od nowa. Będzie bolało – ale przecież tak boli cały czas. Skoro Pan Ka – nawet jeśli niczym echo powraca czasem w snach – mógł zniknąć z mojego życia, to ty też możesz. Musisz. Chyba powoli zbliża się ten czas. Jeszcze nie teraz, ale już coraz bliżej. Tak.
Włączam muzykę bardzo głośno. I tańczę, i śpiewam. Śpiewam, by zagłuszyć cię w sobie.

Turn off, kochanie.

poniedziałek, 15 lutego 2010

 

Rok za rokiem, dzień za dniem tańczenia nad przepaścią. A może już przekroczyłam granicę odurzona zwątpieniem i spadam w nieskończoność siebie. Mówiłeś: nie ma bezkresu. Nie ma dołu bez dna. Mówiłeś: potem można już tylko odbić się w górę. Wstać na nowo silniejszym. Chciałam wierzyć, świadoma, że może to ty byłeś ostatnią osobą zdolną wyciągnąć mnie z pustki, z pułapki własnego umysłu. Że zdążysz schwycić moją dłoń, zanim zrobię ten ostatni krok. Bo nie chcę spadać. Miałeś racje, nie ma dołu bez dna. W końcu każdy się przecież roztrzaska.

Disconnect and self destruct
One bullet at a time
What's your rush now
Everyone will have his day to die


Wmawiam sobie, że jest dobrze, że się trzymam. I chwilami w to wierzę. Chwilami zapominam. Zapełniam czas jak tylko mogę, robię cokolwiek, by nie myśleć. Ale potem przychodzi noc, przychodzą chwile samotne i nie potrafię od tego uciec. Nie można wiecznie uciekać od siebie. Przecież wiem. Łzy, bezsilność i bezgłośny krzyk. Bez celu, sensu i nadziei. Boję się siebie, boję się o siebie. Ty byłeś tylko gwoździem do trumny. I albo zabiję uczucia w sobie, albo one zabiją mnie. Tak bardzo potrzebuję pomocy, choć nie umiem o nią prosić. Jeśli zapytasz, odpowiem, że jest dobrze. Jeśli podasz mi rękę, nie przyjmę jej.

Medicated, Drama queen
Picture perfect, Numb beligerance
Narcisistic, Drama queen
Craving fame and all this decadence


A do bólu powtarzane on cię nie kocha przestaje już cokolwiek znaczyć.

poniedziałek, 08 lutego 2010

 

Piszę, bo lubię. Bo to pomaga uporządkować myśli. Bo to koi. Jeśli przy okazji komuś spodoba się to, co napisałam, jest mi z tego powodu niezmiernie miło; jeśli kogoś zainspiruję do stworzenia własnej notki – cieszę się. Złodziejstwa jednak nie trawię.

Przez przypadek trafiłam na blog, gdzie jakaś dziewczyna skopiowała CAŁE moje notki, zmieniając co najwyżej szczegóły (ja pisałam o zielonych oczach, ona o niebieskich, ja pisałam, że coś było na jesieni – ona, że w zimę. Oprócz tego dodawała gdzie się da wielokropki, zniekształcając wymowę moich notek. Ja nie znoszę wielokropków. Są pretensjonalne i głupie.) Informacji o prawdziwym autorze oczywiście nie znalazłam. Po mojej interwencji, dziewczyna zachowała się w porządku i dodała odnośnik do mojej strony. I tak jest ok, proszę bardzo, podobają się jej moje teksty - cieszę się.

Jednak nauczona doświadczeniem sprawdzam co jakiś czas, nie chcąc, żeby sytuacja się powtórzyła. Zdaję sobie sprawę, że to trochę taka walka z wiatrakami, ale nie zamierzam odpuścić, nie pozwolę na kradzież mnie. I długo szukać nie muszę. Co piąta fraza z mojego bloga (zwłaszcza z nowszych notek), wrzucona w google, wyświetla się na innej stronie. Jestem w stanie przymknąć na to oko, jeśli są to pojedyncze zdania, głównie na fotoblogach albo blipach/opisach do gg itp. Milej by mi było, gdyby pojawiła się wzmianka o mnie, ale już bez przesady. Zwłaszcza, że te moje pojawiają się wśród innych tekstów z książek, piosenek i pewnie innych blogów. To już jakoś przeżyję.

Ale kradzieży i bezczelnego przerabiania całych tekstów nie zamierzam tolerować. Kolejny złodziej okazał się użytkownikiem bloxa. Niejaka marzea77nia ukradła mi dwa (przynajmniej tyle zauważyłam) teksty, podała za swoje (może myślała, że jak potnie moje notki i zrobi z tego quasi-wiersz, to nikt się nie zorientuje? Biedactwo).

Notka moja oryginalna:
Szeptem

I nędzny plagiat:
http://marzea77nia.blox.pl/2010/02/Glupia-Nieuleczalnie-chora-na-nadzieje-Nieodporna.html#ListaKomentarzy

Moja notka:
Śniło

I ukradziona:
http://marzea77nia.blox.pl/2010/01/Rzeczywistosc-zanika-Aja-cofam-sie-do-kiedys-Ty.html#ListaKomentarzy


Żałosne. Nawet mi jej trochę żal – widać nie potrafi napisać nic swojego, przykre. Ale nie zamierzam tego tolerować. To są moje słowa, moje myśli, moje uczucia. Tylko moje.


Coraz bliższa jestem myśli, żeby pożegnać się z tym blogiem lub (co bardziej prawdopodobne) zamknąć go szczelnie na kłódkę i klucze dać tylko tym, którym warto i którzy są tu po to, żeby czytać, odezwać się w komentarzach, a nie kraść cudzą własność.

12:18, kredka_666 , okruchy
Link Komentarze (17) »
sobota, 06 lutego 2010

 

Euforyczny sierpień
wrzesień jeszcze pełny wiary
zbyt gorzki październik
listopad samotnie rozpaczliwy
grudniowe noce wypełnione łzami
pusty styczeń i luty bez perspektyw
tik tak
tik tak


Jak bardzo potrzebuję powietrza.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
statystyka Wszystkie teksty zamieszczone na tej stronie są moją własnością i zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej kopiowanie ich bez mojej zgody jest niezgodne z prawem (Dz. U. 94 Nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170) i podlega karze grzywny a także ograniczeniu lub pozbawieniu wolności.