Szukając siebie. Na oślep, po omacku, desperacko.
Kategorie: Wszystkie | fikcje | krzywe lustra | okruchy | zwierciadła
RSS
piątek, 18 marca 2011

 

I don’t lose, i don’t win

I don’t do well alone

Take my heart and break it

Take me out

I don’t want to stay here

i don’t wanna live half my life

and disappear

(Atomic Tom, Take me out)

 

Zbyt często mam wrażenie, że to nie mój czas. Nie moja rzeczywistość. Że zabłądziłam gdzieś tam po drodze i pomyliłam ścieżki. Wątpliwości powracają jak pijacka czkawka nad ranem i nie dają spać, otępiając umysł. Zgubiłam coś bardzo ważnego i nawet nie wiem, co to było i czemu tak mi tego brak. Nie umiem wrócić do samej siebie. Powtarzam się. Stoję w miejscu. Boję się, coraz bardziej się boję. Swoich myśli i snów. Braku wiary i zaufania, emocjonalnego wyjałowienia. Nie czuję nic. Zaprzeczam sobie, oplatając się iluzjami i okłamuję ludzi. Głównie siebie. Nie jest źle ani nie jest dobrze, jest całkiem nijako. Bez dramatów i euforii. Bez endorfin we krwi i ukradkowych łez. Może to dobrze, a może nie. Alkohol, znajomi czy praca to tylko półśrodki, złudzenia w kolorowych opakowaniach, na chwilę odwracające uwagę. Tak naprawdę nie zmieniają nic. Pewnych ran pewnie nie można zaleczyć, o pewnych rzeczach nie można zapomnieć. Nie dziś, jutro pewnie też nie. Kiedyś brzmi wyjątkowo cynicznie.

Stoję na skrzyżowaniu i jak sparaliżowana nie mogę się ruszyć, idiotyczne wrażenie, że wszystko porusza się w przyśpieszonym tempie, a ja zapauzowana czekam bez możliwości drgnięcia i mijam się z życiem. Jestem jakby poza ciałem, coraz bardziej obca samej sobie. Zgubiłam spontaniczność, jak robot wykonujący zapisane na dysku czynności, porzucona na scenie marionetka. Chwile kontaktu z rzeczywistością stają się coraz krótsze i uciekam myślami w jedyny bezpieczny świat, który znam, choć nawet resztki marzeń są wyblakłe i starte. Iluzję przykrywam iluzją i chowam się za kolejnym złudzeniem, a w rzeczywistości chyba już nie umiem ufać. Nie umiem wierzyć. I na nic już nie czekam.

Nie odbieram tak długo, że w końcu przestajesz dzwonić. Odpowiadam z takim przekonaniem, że nie jestem smutna, że uwierzysz bez problemu. I sama nie wiem czemu. Czemu nie potrafię na nowo wskoczyć w bieg życia, zostawiając strach za sobą. Zdezorientowana potrzebuję kogoś, kto by przyszedł i po prostu mną potrząsnął. Choć i tak pewnie nie otworzę mu drzwi. Czasem mam irracjonalną ochotę schować się do szafy albo pod łóżko, jak przerażone dziecko. Tyle że przed samą sobą się nie schowam, bojąc się przed strachem nie ucieknę. Śmieszy mnie moja żałosna bezradność i rutyna lęków, powracających jak zaprogramowane i na stałe wpisane w mój genom.

Czuję się jak pozbawiona uczuć kukiełka, to co było mną roztrzaskało się, rozpadło, zniknęło, zostało tylko marne echo, drżące rezonansem pustych ścian. Jestem jak Blaszany Drwal, który kiedyś był człowiekiem i pragnie znów czuć, jestem jak wilk stepowy z ranną łapą, który wpadł w sidła własnej samotności i jak pustelnik ukradkiem tęskniący za światem. Jestem, ale jakby nie do końca. Jestem, ale nigdy nie w pełni. Jestem, ale jakby mnie nie było. Potrzebuję światła. Idei. Emocji. Potrzebuję siebie z powrotem. Chcę być, chcę być naprawdę.

 

statystyka Wszystkie teksty zamieszczone na tej stronie są moją własnością i zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej kopiowanie ich bez mojej zgody jest niezgodne z prawem (Dz. U. 94 Nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170) i podlega karze grzywny a także ograniczeniu lub pozbawieniu wolności.