Szukając siebie. Na oślep, po omacku, desperacko.
Kategorie: Wszystkie | fikcje | krzywe lustra | okruchy | zwierciadła
RSS
sobota, 28 marca 2009

 

Czy gwiazdy świecą tylko po to, aby każdy mógł znaleźć swoją?
(A. de Saint-Exupéry)

 

Napadł mnie taki dziwny, ckliwo-melancholijny nastrój. Nie mam siły z nim walczyć. Odsunę więc na chwilę cyniczną maskę, za którą się zazwyczaj skrywam, odpędzę racjonalizm i zwątpienie. Przynajmniej na moment.
Jest taka bajka o chłopcu, który zakochał się w gwieździe. Marzył o niej i śnił. Co noc stał nad morzem i wyciągał ku niej ramiona, pragnąc choć na chwile jej dotknąć. Pewnego razu, w chwili największej tęsknoty, skoczył w pustkę, gwieździe naprzeciw. Lecąc, pomyślał jednak nagle: ale to przecież niemożliwe!

I spadł.

 


Wierzycie, że wystarczy po prostu bardzo chcieć? Że dzięki wierze, sile ducha, można dosięgać gwiazd, spełniać swoje marzenia? Że aby realizować swoje cele i nie błądzić w życiu, trzeba najpierw odnaleźć siebie w samym sobie?

 

środa, 25 marca 2009

 

Wiem, że mam obsesję i robię się nieco monotematyczna. Ale jak tu się nie irytować? Czy mnie się przywidziało, że jest koniec marca? Że wiosna niby? Chyba nie, co więc tu robią te gigantyczne zaspy śniegu? I wichura? Biało, zimno i tak jakoś smętnie. Chyba jakieś zakrzywienie czasoprzestrzeni nastąpiło i mamy znowu grudzień albo wiosna zagubiła się gdzieś po drodze. Nieciekawie.

 

Na ogrzanie zatem, w ten jakże wiosenny wieczór - jeden z moich ulubionych fragmentów książki, którą czytałam wiele razy i która chyba nigdy mi się nie znudzi:

- To wódka? - słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypiał - czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!
(M. Bułhakow, Mistrz i Małgorzata)

 

18:31, kredka_666 , okruchy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 marca 2009

 

Na prawie wszystkich normalnych uczelniach przy wyborze na seminarium brana jest pod uwagę średnia. Jesteś pierwszy na roku - wybierasz pierwszy. Jesteś ostatni - wybierasz ostatni. Proste, logiczne i sprawiedliwe. Ale oczywiście mój wydział rządzi się swoimi prawami. Jak zawsze. Im bardziej absurdalnie, tym lepiej. Nonsens goni nonsens. Cyrk na kółkach.
Zapisy odbyły się tak szybko, że nikt ich nawet nie zauważył. Gdzieś cichaczem, na boku, w konspiracji i z nieodłącznie towarzyszącą otoczką zawiści. Zamknięto listy jeszcze przed ich oficjalnym otwarciem. Nieważne, że masz drugą albo piątą średnią na roku, miejsce zablokuje ci ktoś, kto z przedmiotu przewodniego dla seminarium oblał poprawkę (sic!). Tak, ale zdążył wpisać się na jakąś niewidzialną listę, nie wiadomo kiedy i gdzie.
I jeszcze ten wszechobecny wyścig szczurów. Chore ambicje. Koleżanki, które nie wpiszą cię na listę, choć doskonale wiedzą, że chciałabyś na niej być. To niewinne „ale ja nie byłam pewna". Egoizm do kwadratu. Tylko ja, tylko ja. Psychoza. Obsesyjne dążenie do celu, bez względu na wszystko, za wszelką cenę. Walka o głupie oceny i nieudolnie ukrywana radość, błysk w oku, kiedy komuś coś się nie uda. Jeden konkurent mniej. Oczko wyżej w rankingu.

Paranoja? Nie, to tylko mój wydział. Uniwersytecka codzienność.

Śmieszne.

20:28, kredka_666 , okruchy
Link Komentarze (7) »
piątek, 13 marca 2009

 

Wiosennie. No, prawie. Powietrze jeszcze chłodne, ale już właściwie takie, jakie ma być. Świeże, rześkie, ożywcze. Od razu lepszy nastrój. Pogodniej za oknem. Pogodniej wewnątrz. Optymistyczniej. Nie wiem, chyba naprawdę jestem meteopatą. ;)

 

 

 

 

Zasłyszane, czyli dobijających tekstów ciąg dalszy:
- Gombrowicz? No tak, pewnie, znam. Poeta, zmarł kilka lat temu, prawda?

sobota, 07 marca 2009

 

Żadna przepaść nie jest głębsza od przepaści w tobie, a żaden most nie jest potężniejszy od mostu, po którym przemierzasz drogę od brzegu marzeń do brzegu rzeczywistości.
(B. Langenstein)

 

Widziałam ostatnio Pana Ka. Nic się nie zmieniło. Nic. Mogę sobie wmawiać, że jego osoba zupełnie mnie już nie obchodzi, ale sama w to nie wierzę. Najgorsze, najbardziej żałosne jest to, że ja doskonale zdaję sobie sprawę, że nigdy nic z tej sytuacji nie wyniknie, że nic się nie zmieni. Wiem to wszystko. A mimo to nie potrafię wyzbyć się złudzeń. Idiotka, po prostu idiotka.  
Ale co zrobić. Uwielbiam. Uwielbiam to jego krzywienie warg, ironiczne uwagi i bystre, trochę zimne, przewiercające na wylot oczy. Uwielbiam ten kretyński zielony rzemyk. I zmarszczki na czole.

To, co mówi i jak mówi. Mimikę, gesty. A najbardziej słowa. Kolekcjonuję je, próbuję wyryć głęboko w pamięci, poddaję się magii ich brzmienia, zatracam w znaczeniach, lawiruję pośród sensów. I tylko tyle mam. I tylko tyle chcę.

Mogłabym tak słuchać bez końca Pana Ka. Podziwiając, ale i zazdroszcząc. Bardzo. Tak, chyba to jest najbardziej frustrujące, ta przykra świadomość, że nawet gdybym przeczytała „wszystkie książki świata", nigdy takiej wiedzy posiadać nie będę. Cóż, jeszcze trzeba mieć coś w głowie, coś więcej niż tylko huragan kłębiących się bzdurnych myśli i mało ważnych treści.

Może to i lepiej, że Pan Ka nieosiągalnym jest. Przepaść intelektualna byłaby zbyt znacząca i drażniąca.

 


A ja mam przecież lęk wysokości.

 

statystyka Wszystkie teksty zamieszczone na tej stronie są moją własnością i zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej kopiowanie ich bez mojej zgody jest niezgodne z prawem (Dz. U. 94 Nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170) i podlega karze grzywny a także ograniczeniu lub pozbawieniu wolności.