Szukając siebie. Na oślep, po omacku, desperacko.
Kategorie: Wszystkie | fikcje | krzywe lustra | okruchy | zwierciadła
RSS
piątek, 27 listopada 2009

 

…Na pewno nie jest to twarz piękna, ale jest to twarz mężczyzny, za którym poszłoby się boso po śniegu na koniec świata.
(S. Fleszarowa-Muskat)

Idę powoli, dłonie mam schowane w kieszeniach, słuchawki na uszach. To taka moja warstwa izolacyjna odgradzająca mnie od świata. Dająca ulotne złudzenie bycia poza, istnienia tylko w świecie własnych myśli, w jedynym miejscu, w którym nie czuję się obco, nie czuję się intruzem. Rzeczywistość zanika, gwar strzępków rozmów gaśnie, a ja cofam się do wczoraj.

Ty siedzisz tam obok mnie, taki odległy, taki obojętny i paląc papierosa patrzysz w dal, zatopiony w myślach, do których nie mam dostępu. Przytulam się więc tylko delikatnie do twojego ramienia i próbuję skraść odrobinę ciepła. Choć chciałabym ukraść ciebie. Kołysana twoim równomiernym oddechem jestem skrajnie szczęśliwa (bo jesteś) i nieszczęśliwa (bo nie jesteś tak, jak mógłbyś być). I nagle z przerażeniem odkrywam, że wiem. Że jestem pewna. Pierwszy raz w życiu jestem czegoś całkowicie pewna. Po prostu wiem.

Ciebie chcę. Tylko ciebie. Ostatecznie i na zawsze.




Ale przecież to niczego nie zmienia.

czwartek, 19 listopada 2009

 

Piosenki są dla mnie jak ludzie. To melodia intryguje, wabi, jak piękna twarz sprawia, że zatrzymuję się przy niej na dłużej, to ona ma w sobie (lub nie ma) coś, co przyciąga jak magnes. Jest jak pierwsze wrażenie, jak pierwsze spotkanie osoby, blask w oczach czy zapadający w pamięć nieśmiało-kuszący uśmiech. Ale żeby utwór porwał mnie na dłużej, żeby na zawsze wpisał się w kanon melodii bliskich sercu, tych pozostawiających we mnie ślad – formę musi wypełnić właściwa treść. Opakowanie, forma, jakkolwiek byłaby niesamowita, to za mało. Tak jak znudzi mnie osoba, która za interesującą fizycznością nie kryje nic, co byłoby godne uwagi – sama melodia nie wystarczy. Musi idealnie współgrać z treścią, uzupełniać ją, stanowić faktyczną i uzasadnioną całość – a sama treść odgrywa tu znaczącą rolę. Wsłuchując się w słowa – niekoniecznie nie wiadomo jak głębokie, ważne żeby miały w sobie to ‘coś’, żeby zagrały na emocjach – powoli ją poznaję, jak człowieka, każde przesłuchanie staje się długą rozmową.
I to właśnie te spotkania - kiedy słowa płyną przez słuchawki prosto do mojej głowy, filtrowane przez myśli i kiedy dźwięki przywołują wspomnienia - sprawiają, że piosenka wpisuje się we mnie na dłużej. Ostatnio na twardym dysku mojej pamięci zapisała się ta:

19:52, kredka_666 , okruchy
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 listopada 2009

 

Praktyki w Wieży Babel. Prawie wszystkie narodowości zebrane w jednym miejscu, na każdym kroku słychać inny język. Mini świat, swoista enklawa. Podoba mi się tu, choć czuję się jeszcze trochę nieswojo. Najbardziej obawiam się prowadzenia zajęć, bariery językowej. Ku mojej lekkiej konsternacji kłopoty komunikacyjne zaczynają się już przy próbie dogadania się z jedną z lektorek. Pytam ją o moją przełożoną na czas praktyk:
Może jest, a może jej nie ma. Jeśli jest, to na pierwszym piętrze ją pani znajdzie. A może na drugim? Pójdzie pani w prawo, nie, w lewo i za drzwiami będą drzwi, po lewo, albo nie, jak od tej strony to po prawo. Chyba. Które? Pierwsze zdaje się. Może drugie. Numer? A kto by tam pamiętał numer?

Bogatsza o te jakże cenne informacje kieruję się do drzwi, za którymi podobno są schody. Tu niespodzianka - drzwi są, ale zamknięte. Nawet jeśli ukryto za nimi schody, nie dane jest mi się o tym przekonać. Zmierzam zatem w stronę jeżdżących bez opamiętania w górę i w dół wind. Jadąc i słuchając ich złowieszczych trzasków mam dziwne wrażenie, że któregoś dnia utknę w którejś z nich na dłużej. Nigdy nie lubiłam się z windami, a te wyglądają jakoś wyjątkowo złośliwie. I jeszcze ten pan ochroniarz, który spogląda na mnie cokolwiek podejrzliwym wzrokiem, wywołuje we mnie lekki niepokój.

Ale, bądźmy dobrej myśli. Nudno nie będzie na pewno. :)

----
Facetów zawsze dzieliłam na dwie grupy - tych, którym się podobałam (ci oczywiście jakoś nigdy nie mogli mnie sobą zainteresować na dłużej) i tych, którzy podobali się mnie. Ostatnio, zastanawiając się nad wszystkimi moimi byłymi 'miłościami', mniejszymi i większymi, dopatrzyłam się dziwnych zależności i podobieństw. Niepokojących lekko. Oczywiście, nie muszę chyba wspominać, że wszystkie te przypadki kończyły się, prędzej czy później, tak samo, czyli fiaskiem. W końcu się może nauczę, że jeśli na kimś mi zależy to bez wątpienia łatwo go zakwalifikować i przykleić karteczkę. Typ A - to ci, którzy nie chcą tego, co ja albo nie chcą mnie, tak po prostu lub z jakichś tam idiotycznych, wydumanych niekiedy powodów (bo ty jesteś zbyt perfekcyjna i skomplikowana, a kobieta powinna być prosta w obsłudze. Cytat dosłowny, niestety). Typ B - czyli ci, którym zaufałam i zawsze się na tym zaufaniu przejeżdżałam (jeśli cię zdradziłem to tylko po to, żeby zrozumieć jak bardzo mi na tobie zależy). No i mój ulubiony typ C, który może zobrazuję przytoczeniem dialogu sprzed kilku lat:
- Ty znasz tego M.?
- No znam.
- A fajny jest?
- No fajny.
- A dałabyś mi jego numer?
- ...
- Ma dziewczynę, tak?
- ...Nie, ma chłopaka.

Nieśmiało liczyłam, że może znajdzie się kiedyś wyjątek potwierdzający regułę - ale jakieś marne na to perspektywy. Może to ja powinnam zmienić orientację? miałam w końcu kilka niedwuznacznych propozycji od pań całkiem ładnych. Zniechęcona niepowodzeniami w relacjach damsko-męskich, byłabym gotowa nawet spróbować, gdyby nie taki jeden mały, zupełnie nieistotny szczegół - kobiety nigdy mnie jakoś specjalnie nie pociągały. Chociaż, jeśli kiedyś spotkam taką, to bez wahania zmieniam zdanie: ;)

20:12, kredka_666 , okruchy
Link Komentarze (7) »
piątek, 06 listopada 2009

 


Kiedy wspomnę
pieszczotę twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy
ustawia gliniane garnki na sosnowej półce

Bezradna czuję
jak płomienie twoich palców
zapalają szyję ramiona

Staję tak czasem
w środku dnia
na białej ulicy
i zakrywam ręka usta

Nie mogę przecież krzyczeć


(M. Hillar)

Nie lubię odgradzać się od przeszłości, nie potrafię odkreślić grubą kreską tego, co było i zacząć od nowa z pustym kontem. Nie mam w zwyczaju odcinać się od wspomnień, nie usuwam wiadomości, nie drę zdjęć, nie wyrzucam pamiątek. Próbowałam, ale to jest jednak silniejsze ode mnie. Żyję przeszłością i marzeniami o lepszej przyszłości, teraźniejszość traktuję trochę jak coś nierzeczywistego, jak pomost w drodze od jednych złudzeń do drugich, każdy krok staje się powolnym zagłębianiem w kolejną iluzję. Brnę dalej przed siebie i naiwnie liczę, że kiedyś, gdzieś wreszcie odnajdę swoje miejsce i to swoje szczęście. Może ucieczka od tego co minęło byłaby najlepszym wyjściem. Tylko że ja nie chcę już uciekać. Chciałabym się z tym bólem skonfrontować i móc szczerze sobie powiedzieć, że tak będzie lepiej. I nie żałować. 
Ale tutaj znowu pojawia się szepczący do ucha głos – czy odrzucając przeszłość, nie odrzucisz kawałka siebie? Bo ja jestem wszystkimi ludźmi, których poznałam, których kochałam, których nienawidziłam. Jestem nimi wszystkimi, jestem ich słowami, gestami, jestem uśmiechem kobiety z windy, pustą szklanką pana, który tak smutno patrzy w dal i twoim niedopałkiem papierosa. Kolekcjonuję ludzi, ich twarze odciskają się na mnie jakimś niewidzialnym piętnem, wchłaniam ich jak gąbka, kradnę fragmenty ich życia, wypijam do dna. Segreguję ich, wspomnienia wkładam do szufladek. Osadzają się we mnie jak osad na dnie karafki, wrastają jak trawa między kamienie, scalają tworząc mnie. Jestem emocjami, które we mnie wywołują, żyję o ile istnieję w czyjejś pamięci. Sama nie znaczę nic. Oni to ja. Ja to ty. Czy więc zabicie ciebie we mnie nie będzie zbrodnią na samej sobie?

I tak się karmię tymi wymówkami i rozmawiam z tobą. Godzinami i jak najczęściej. Tak bardzo lubię się z tobą śmiać, patrzeć w twoje oczy, w których odbija się światło i obserwować, jak rodzi się leniwy uśmiech w kącikach twoich ust. Lubię te nasze przedsenne esemesy i nocne rozmowy o wszystkim i o niczym. Kradnę każdą chwilę, każdy moment, każdą sekundę. I tylko tych myśli zakazanych nie mogę się pozbyć, myśli obsesyjnych i dusznych. Zapalam czerwone światło i pokazuję znak stop obrazom pocałunku, dotyku, ale to nic nie działa. Wraca pragnienie poczucia twojego języka w moich ustach, gorącego oddechu drażniącego moją szyję i dłoni błądzących po plecach. 

O, jak łatwo powiedzieć chcę, żebyś był szczęśliwy. Jakie to szlachetne, podniosłe, jakie to wspaniałomyślne. Jakie to fałszywe. Bo tak, owszem, ja szczerze i prawdziwie chcę żebyś był szczęśliwy.

Ze mną.


statystyka Wszystkie teksty zamieszczone na tej stronie są moją własnością i zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej kopiowanie ich bez mojej zgody jest niezgodne z prawem (Dz. U. 94 Nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170) i podlega karze grzywny a także ograniczeniu lub pozbawieniu wolności.