Szukając siebie. Na oślep, po omacku, desperacko.
Blog > Komentarze do wpisu

Co by było gdyby?

 

Żyję. I wracam, mam nadzieję, że już z regularną częstotliwością. Sesja w tym semestrze była wyjątkowo długa i parszywa, ale wreszcie została zwyciężona i mogę odetchnąć oraz nadrobić wszelkie zaległości, również te zapiskowe. W ogóle, miałam mały kryzys. Nie, nie emocjonalny tym razem (bo ile można? Nawet ja mam swoje granice!), tylko związany ze studiami. To trochę śmieszne, ale uznałam ostatnio, że wybrany kierunek jest pomyłką. Życiową. Głupio tak, na czwartym roku dojść do takiego wniosku, ale cóż. Za późno na zmiany, zresztą po serii piątek w indeksie trochę moja wściekłość (na siebie i idiotyczne przedmioty, i jeszcze bardziej idiotycznych wykładowców) ochłonęła i mruknęła pod nosem, że w sumie nie jest tak źle. I nie ma co żałować, że nie poszłam na medycynę (jak kiedyś, dawno temu, chciałam), bo czasu nie cofnę. Bo dużo trzeba by cofnąć. Właściwie wszystko zależało od mojej decyzji w gimnazjum, od decyzji o wyborze profilu klasy w LO. Jako czternastolatka musiałam decydować o swojej przyszłości, a jako czternastolatka byłam taka sama jak teraz, tylko jeszcze bardziej niezdecydowana (czy to w ogóle możliwe?). No i wybrałam, nie wiem czy źle, tydzień temu bluzgając nad teorią literatury, Bergsonem i fenomenologią myślałam, że tak. Teraz tylko zastanawiam się i gdybam (nigdy nie uwolnię się od co-by-było-gdyby), jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie posłuchała brata (medycyna? E, ty bardziej na jakieś ASP pasujesz), rodziców (jesteś pewna, że poradziłabyś sobie na tych ciężkich i wyczerpujących studiach?) i polonistek, które zawsze zachwycały się moimi wypracowaniami i wysyłały mnie na konkursy czy olimpiady. Jaką byłabym teraz osobą i jakie popełniłabym błędy? Czy byłabym szczęśliwa? A może przeklinałabym swój wybór lub zrezygnowała znacznie wcześniej? Cobybyłogdyby, nieuleczalny wirus.

Z jednym tylko pogodzić się nie mogę. I nie zamierzam, bo na to akurat mam wpływ. Bo wiecie, paradoksalnie, ale studia filologiczne wyssały ze mnie pasję czytania. Kiedyś pochłaniam codziennie książki, sięgałam po nie z autentycznym entuzjazmem, czytałam dla siebie i dla przyjemności. Na studiach przestałam czytać. Oczywiście, niedosłownie, przeczytałam mnóstwo książek na zajęcia i egzaminy, ale bardzo niewiele dla siebie. Czytanie stało się zautomatyzowane, jakieś takie bezduszne i bezrefleksyjne. Uciekła gdzieś radość z lektury, z odkrywania fikcyjnych światów. Zostały tylko metody i szkoły, chwyty literackie i formalne rozwiązania. Kiedy w semestrze masz (obok mnóstwa innych zajęć) trzy epoki literackie i na każdą do przeczytania kilkadziesiąt książek, nie czujesz ich. Czytasz, bo musisz. Nie dlatego, że chcesz. Nie delektujesz się misternymi rozwiązaniami ani zaskakującą treścią, bo nie tego od ciebie wymagają. Nikt nie zapyta cię co czułaś, co ci się podobało, tylko co to znaczy i jak jest wyrażone. Zapyta cię o mnóstwo szczegółów i detali, ale nie o emocje, które lektura wywołała. I w końcu zapominasz o emocjach, jak robot zaprogramowany do szybkiego czytania. Więcej rozumiesz, ale mniej czujesz. Filologia.

A może to po prostu moja wina, może przestawiając się na to inne, „głębsze”, bardziej analityczne czytanie, gdzieś zgubiłam pierwiastek spontaniczności i zwykłego smakowania literatury. Stało się, trudno, ale nie musi tak przecież być dalej. Znowu zaczęłam więcej czytać dla siebie. Czuć książki. Odbierać je emocjonalnie, nie tylko intelektualnie. I wiecie, lepiej mi z tym. Dużo lepiej. To jak powrót do starych przyjaciół, o których na trochę się zapomniało, ale oni nigdy nie zapomnieli o tobie i wszystko można naprawić.

Czytam więc. Jeśli się uda, będę pisać w pewnym książkowym magazynie. I założyłam sobie konto na sympatycznym portalu http://lubimyczytac.pl/, który pozwala utrzymywać porządek w wirtualnej biblioteczce.

I mam jeszcze jeden plan. Noworoczne postanowienie, które zależy tylko ode mnie. I mam nadzieję, że nie zabraknie mi entuzjazmu, energii i dalej będzie mi się chciało chcieć. I że się uda. Co? Jak się uda, na pewno napiszę. Dość cobybyłogdyby. Trzeba działać. Trzymajcie kciuki.

 

niedziela, 13 lutego 2011, kredka_666

Polecane wpisy

  • Zapomniane

    Stoję na balkonie i patrzę jak świat się rozpada. Czarne jak w nocy niebo rozdziera błysk za błyskiem, w uszach huk i deszcz na twarzy. A potem spokój, spokój m

  • Poza tym nie ma nic

    Na schodach potykamy się o siebie Ty w górę, ja w dół Na schodach potykamy się o siebie Bo ta zabawa taka jest (Pustki , Ty w górę, ja w dół ) - Cóż tam na te

  • Marta, miała na imię Marta

    Jednak operacja. Leki nie chcą pomóc, więc nie ma wyjścia i w listopadzie moje jajniki będą maltretowane laparoskopią. Nie powiem, żebym skakała z radości. Wiem

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
sleeplessy
2011/02/13 22:26:47
Hej. Dobrze Cię znowu czytać. Gratuluję przetrwania sesji. Tęskniłam za Twoimi wpisami. A teraz idę czytać lekturę, bo chyba nie dam rady do jutra przez nią przebrnąć. Idealnie trafiony temat notki jak dla mnie. I chyba też wybiorę filologię.
Napiszę Ci kiedyś prawdziwy komentarz. Będzie miał długie, złożone zdania i nawet trochę sensu. Naprawdę. :D
Ściskam,
I.
-
aniolek_ola
2011/02/13 22:32:55
Mam to samo. Całe życie połykałam książki, w samym gimnazjum w bibliotece szkolnej przeczytałam ponad 1000 książek (ponad 300 na rok), i starzy znajomi pytają się czy nadal tyle czytam. Nie, nie mam czasu na czytanie dla siebie, na przyjemności, książki zaczęły być po prostu lekturami, a jak masz wolny czas i nie muszę się przygotowywać na zajęcia bieżące, to czytam do pracy mgr. Teraz kilka dni wolnego, to czytam zbiory felietonów i opowiadań, na większe formy nie mam sił. Ech...
I wydaje mi się, że mimo chwil zwątpień co do wyboru studiów, to - widocznie tak miało być.
Pozdrawiam:)
-
2011/02/14 08:04:46
Trzymam kciuki. Bardzo mocno. I pozdrawiam - bardzo serdecznie :-)
-
2011/02/15 00:02:35
Sleeplessy - ale ja uwielbiam Twoje chaotyczne komentarze! :D I jaką lekturę męczysz aktualnie?
Aniołek - przypomniałaś mi, że muszę się też wreszcie porządnie wziąć za mgr, bo jak na razie to książki tylko sobie leżą i czekają na przeczytanie.
Lady - dziękuję, bardzo, bardzo. :)
-
sleeplessy
2011/02/15 18:31:32
Nie jest najgorzej. Pan Tadeusz, co prawda to czytanie idzie jak krew z nosa, ale po drodze przeczytałam już chyba ze cztery inne książki... Jakoś nigdy nie byłam dobra w rzeczach, do których mnie zmuszano. A gimnazjum, to jest chyba jakiś dobry okres, jeśli chodzi o czytanie książek. Mój wynik to też koło tysiąca ;D
A teraz królują u mnie, jak nigdy, krótkie utwory.
-
2011/02/15 18:44:40
Ja chyba w gimnazjum też najwięcej czytałam. I w starszych klasach podstawówki. Czytałam masowo, ale oprócz takich "młodzieżowych" (jakieś tam Siesickie i inne), pochłaniałam też książki ciut ambitniejsze. Pamiętam, że w 5 klasie podstawówki nauczyli patrzyli na mnie ze zgrozą w oczach, kiedy czytałam na przerwie "Makbeta". :D
Pan Tadeusz też nigdy nie był moim ulubieńcem, wolę Dziady albo ballady pana M.
-
2011/02/15 18:46:25
nauczyciele*
-
Gość: desperate_andy, *.subscribers.sferia.net
2011/02/18 02:15:00
Cobybyłogdyby, no tak :D No i nie będę oryginalna, jak napiszę, że chwilowo też mało czytam. Ale wszystko jest do nadrobienia. Ja się powoli zaprzyjaźniam z biblioteką w nowej szkole, bo jest z czym (w porównaniu z gimnazjum). Pozdrawiam :)
-
Gość: wussup?, *.ssp.dialog.net.pl
2011/02/18 18:57:42
A tam śmieszne. Normalne. Moja znajoma, studiowała na dwóch kierunkach do czwartego roku i nigdy dalej, bo się jej zawsze odwidziało. Do trzech razy sztuka? Nic podbnego. Zaprzestała. W sumie szkoda.
-
2011/02/18 19:17:37
Może to taki moment kryzysowy? Przesilenie albo coś w tym stylu?
Ale co jak co, nie miałabym siły (chęci, zacięcia) do zaczynania nowego kierunku, nie nadaję się na wiecznego studenta.
@desperate_andy - szkolne biblioteki mają czasem (wbrew pozorom) całkiem ciekawe zbiory, warto się rozejrzeć. :)
statystyka Wszystkie teksty zamieszczone na tej stronie są moją własnością i zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej kopiowanie ich bez mojej zgody jest niezgodne z prawem (Dz. U. 94 Nr 24 poz. 83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170) i podlega karze grzywny a także ograniczeniu lub pozbawieniu wolności.